Prowadzenie własnej firmy to ciągła żonglerka zadaniami. Pamiętam to doskonale z początków mojej działalności. Papierologia, klienci, marketing, gaszenie pożarów… Doba zawsze była za krótka. W pewnym momencie pojawiła się myśl: a może by tak zatrudnić kogoś do pomocy? Kogoś zaufanego. I wtedy, jak u wielu przedsiębiorców, w głowie zapaliła się lampka – a może żona?