Kiedy myślę o letnich porankach, przed oczami staje mi mały, drewniany taras u babci, pokryty chłodną rosą, i zapach świeżo zerwanych, lekko kłujących krzewów. Moje palce były wtedy wiecznie umazane lepkim, ciemnoróżowym sokiem, który pachniał słońcem i beztroską. Wtedy nie obchodziły mnie żadne analizy chemiczne ani zdrowotne korzyści. Chodziło tylko o ten słodko-kwaśny, eksplodujący w