Pamiętam to jak dziś. Rodzinny wyjazd nad morze, który miał być sielanką, a zamienił się w pasmo udręki. Nawigacja pokazywała 4 godziny. Słodka naiwność. Po siedmiu godzinach, z dwójką znudzonych dzieci na tylnym siedzeniu i poziomem frustracji sięgającym zenitu, dotarliśmy na miejsce. Cały problem? Zaufaliśmy optymistycznym szacunkom, ignorując remonty, korki i fakt, że małe pęcherze