Pamiętam to jak dziś. Gdzieś w tle leciała piosenka, a ten głos… po prostu wwiercał się w duszę. Mocny, charyzmatyczny, nie do podrobienia. To była ona. Małgorzata Ostrowska. Od razu stało się jasne, że to nie jest kolejna piosenkarka na jeden sezon. To była artystka z krwi i kości, której energia rozsadzała głośniki starych radioodbiorników.