Pamiętam to jak dziś. Pierwsze spotkanie z historią w piątej klasie. Mezopotamia, starożytny Egipt, Grecja, Rzym… Nagle moja głowa, do tej pory zajęta głównie prostymi działaniami matematycznymi i ortografią, musiała zmieścić w sobie tysiące lat, dziesiątki imion królów i setki dat. Poczułem się, jakbym dostał do przeczytania najgrubszą książkę świata. I to bez obrazków. Wtedy