Zawsze marzyłem o stworzeniu czegoś własnego, od zera. Czegoś, co będzie efektem mojej pracy, cierpliwości i, nie oszukujmy się, odrobiny szaleństwa. I tak właśnie trafiłem na domowe winiarstwo. A zaczęło się niewinnie – od jednego, starego balona w piwnicy dziadka i wspomnienia rubinowego płynu, który smakował latem. Ten tekst to nie jest kolejna sucha instrukcja.