Pamiętam te niedzielne poranki z dzieciństwa jak dziś. Cały dom pachniał kawą parzoną przez tatę i… moją naleśnikową porażką. Tak, porażką. Zawsze marzyłam o takich grubych, złocistych i nieziemsko puszystych naleśnikach jak z amerykańskich filmów, a z mojej patelni schodziły jakieś takie smutne, płaskie i gumowate placki. To była moja mała kulinarna trauma. Próbowałam wszystkiego,