Pamiętam to jak dziś. Moja pierwsza próba upieczenia biszkoptu. Kompletna katastrofa. Zamiast puszystej chmurki wyszedł mi płaski, zbity i lekko gumowaty potworek, który z dumą nazwałam „biszkoptowym zakalcem”. Mama śmiała się do łez, a ja prawie rzuciłam mikserem o ścianę. Z frustracji, oczywiście. Minęło wiele lat i setki ubitych białek, zanim wreszcie pojęłam, o co