Powiem wam jedno – nie ma nic lepszego niż ogromny gar parującej, gęstej grochówki. Nic. To danie, które krzyczy „dom”, „ciepło” i „tradycja”. Pamiętam, jak za pierwszym razem podjąłem się tego wyzwania na zlocie harcerskim. Myślałem, że to proste. Cóż, skończyło się na zupie rzadkiej jak woda i komentarzach, że lepszą robią w stołówce. Ale