Pamiętam to jak dziś. Moja pierwsza próba z goframi belgijskimi. Katastrofa. Totalna. Ciasto wylało się z gofrownicy, środek był surowy, a brzegi spalone na węgiel. Frustracja mieszała się z zapachem spalenizny i poczuciem porażki. Byłam o krok od wyrzucenia gofrownicy przez okno. Serio. Ale coś mnie tknęło. Nie poddam się tak łatwo. Przecież musi istnieć