Pamiętam to jak dziś. Moja pierwsza, absolutnie tragiczna próba zamknięcia lata w słoiku. Kuchnia wyglądała jak po przejściu huraganu, a sos… cóż, był wodnisty, kwaśny i zupełnie pozbawiony charakteru. Frustracja? Ogromna. Ale nie poddałam się. Lata praktyki, dziesiątki kilogramów przerobionych pomidorów i setki porad od babć i cioć doprowadziły mnie do jednego, jedynego, absolutnie doskonałego