Pamiętam tę jedną konkretną listopadową środę, kiedy spoglądałam na swoje dłonie, szare i przesuszone, czując się jak absolutny zombie pozbawiony resztek energii. Wtedy, próbując otworzyć nową buteleczkę suplementu, przez przypadek wylałam sporą ilość tłustego płynu na swój ulubiony wełniany sweter; pachniało to lekko cytrusami i moim głębokim żalem. Właściwie, to nie były cytrusy, tylko neutralny