Pamiętam jak dziś ślub mojej kuzynki. Godzinami siedziała u fryzjera, tworząc na głowie istne architektoniczne cudo, które, nie ukrywajmy, wyglądało spektakularnie. Ale tylko przez pierwszą godzinę. Później każda wsuwka zaczynała żyć własnym życiem, a ona zamiast cieszyć się chwilą, co pięć minut zerkała nerwowo w lusterko. To właśnie wtedy zrozumiałam, że siła tkwi w prostocie.