Pamiętam to jak dziś. Próbowałem zrobić sobie zdjęcie na LinkedIn. Ustawiłem telefon oparty o stos książek, włączyłem samowyzwalacz i… cóż, efekt był komiczny. Mój kot wyglądał bardziej profesjonalnie na przypadkowym zdjęciu niż ja na tych „biznesowych” fotkach. To była ta chwila, gdy zrozumiałem, że pewnych rzeczy nie da się zrobić amatorsko. Czasem po prostu potrzebna